Oleśniccy marzyciele mają przyjaciół o podobnych zainteresowaniach w Pyskowicach na Górnym Śląsku. Oni w starej kolejowej hali od kilku lat remontują parową lokomotywę. – My mamy na oku kilka, chyba ostatnich w kraju, nadających się do remontu parowozów. Dwa stoją w Lesznie, dwa w Nysie. Powoli są dewastowane i rozbierane przez złomiarzy. Jeśli uda nam się dogadać z koleją i pozyskać parowóz, to będzie połowa sukcesu. Potem musimy rozwiązać problem miejsca postojowego i remontowego takiego staruszka. Staramy się więc o zadaszoną wiatę na terenie oleśnickiego ZNTK. Jesteśmy po wstępnych rozmowach z dyrekcją. Mamy poparcie związków zawodowych i załogi. Zgłaszają się do nas emerytowani kolejowi fachowcy, którzy deklarują pomoc przy odbudowie parowozu – snuje plany M. Kamaszyło. Według jego wiedzy kolej ma w posiadaniu około 50 niszczejących parowozów, z którymi nie wie za bardzo co zrobić. Najprostszym rozwiązaniem jest przetopienie ich w hucie. – Ale jeśli można coś uratować, wskrzesić do życia, to czy nie warto zaryzykować, żeby słynny wiersz Juliana Tuwima nie był tylko abstrakcją? Fajnie byłoby na 100-lecie zakładu odpalić parową maszynę… – rozmarza się miłośnik kolei.